"Żywioły / Woda" - wernisaż wystawy zbiorowej fotografów National Geographic


Kiedy: | 2025-03-22 |
---|---|
Czas trwania: | 18:00 |
Koszt wstępu: | bezpłatne |
Żywioły / Woda – Wystawa zbiorowa fotografów National Geographic / Marek Arcimowicz, Paweł Młodkowski, Mikołaj Nowacki, Marcin Zaborowski
22.03 – 22.04.2025
22.03.2025 / sobota / 18.00 – wernisaż
Abstrakcyjne formy lodu na rzece. Jezioro, zatoka, w końcu i morze. A wtedy łodzie i plaże, a z nimi turyści i uchodźcy. Przyroda i człowiek, w nierównej walce. Woda. Jeden z czterech żywiołów. W różnych stanach skupienia, wielkości. Przez jednych pożądana, przez innych przeklinana. I tak od zarania. Woda, która dzieli i łączy. Daje życie i pożywienie, ale potrafi też niszczyć. Jak to żywioł.
W kolorze i czarnobieli. Woda przenika przez wszystkie te zdjęcia. Stanowi pretekst do zebrania czterech opowieści, uporządkowanie kilku historii. Tak różnych, jak autorzy. „Żywioły/woda” to pierwsza wystawa zbiorowa Kolektywu fotografów National Geographic.
Czterech autorów, których łączy charakter pracy – są fotoreporterami. Cztery zupełnie inne miejsca, opowieści, spojrzenia. Historie bliskie i dalekie, w Polsce lub na końcu świata. Czasem skupione na bohaterach (zbiorowych): plemię Badjao czy Rohingjowie, gdzie żywioł jest jedynie pretekstem do zatrzymania się nad historią. Czasem to sama woda jest bohaterką główną – jej formy i tętniące nad nią życie. Każdy z autorów zupełnie inaczej opowiada swoją historię, wyjaśnia i dopowiada słowami.
Marek Arcimowicz
Badjao. Materiał powstawał w niezwykle krótkim czasie – na miejscu spędziliśmy 5 dni – w dodatku pracowałem podczas kręcenia materiału telewizyjnego przez naszą ekipę. Morscy Cyganie lub morscy koczownicy (ang. Sea Gypsies, fr. Nomades de la mer) – zbiorcza nazwa prowadzących półkoczowniczy tryb życia, niespokrewnionych grup etnicznych pochodzenia austronezyjskiego, które żyją na wybrzeżach Azji Południowo-Wschodniej (źródło: Wikipedia).
Na wybrzeżu Borneo udało się podpatrywać i rejestrować sceny z życia niezwykłego, ginącego ludu. Nie mają narodowości, nie mają paszportów, nie mają ochrony – są więc spychani w niebyt przez kraje eksploatujące morza będące ich naturalnym środowiskiem, w którym bytują od wieków. Żyją na łodziach i w prowizorycznych domach na palach, w osadach stawianych na morskich płyciznach. Rodzą się w łodziach, pływają od dziecka – zresztą, dzieci za podwórko i miejsce zabaw mają morze między chatami, lub łodzie. Zamiast biegać – najczęściej pływają.
Legenda głosi, że kiedyś lud Badjao miał skrzela i pływał w wodzie niczym ryby – ale z czasem utracił tę zdolność. Zostało, stwierdzone naukowo, dostosowanie wzroku do ostrego widzenia pod wodą...
Marek Arcimowicz, urodzony w 1972 r. w Wałbrzychu. Fotograf zawodowy od ,,zadań specjalnych” z niemal 30-letnim stażem. Od roku 1999 fotograf magazynu National Geographic Polska.
Przez lata (od roku 2014) uczestniczył jako fotograf w projekcie KNKS Martyny Wojciechowskiej. Okazjonalnie wykładowca akademicki. Początkowo jego zainteresowania fotograficzne skupiały się wokół architektury i sztuki użytkowej. Przez ostatnie lata koncentruje się głównie na aspektach dynamiki i ruchu w fotografii. Wynika to z jego zaangażowania w dalekie wyprawy i w sporty ekstremalne.
Fotografował we wszystkich strefach klimatycznych – od śnieżnej pustki Spitsbergenu, przez pustynię Gobi, Indie, Mongolię, Nepal i himalajskie szczyty. Uczestnik i organizator wypraw wspinaczkowych, eksploracyjnych i naukowych. W ramach międzynarodowej ekspedycji naukowej w roku 2012 wspiął się na niezdobyty wcześniej szczyt Tramen Tepui w Wenezueli, plonem wyprawy było również odkrycie 3 nieznanych gatunków zwierząt. Przez lata redaktor i „frontowy” fotograf Magazynu „GÓRY”. Jego prace i artykuły publikowano na tamach wydawnictw książkowych i prasy, m.in.: „National Geographic”, „Traveller”, ,,GEO”, ,,Podróże”, ,,Focus”, ,,GÓRY”, ,,Voyage”, „Newsweek”, ,,Wiedza i Życie”, ,,Gazeta Wyborcza”, ,,Foto-Pozytyw”. Jego prace były eksponowane na wystawach Oczami Fotografów National Geographic. Współpracował z czołowymi agencjami reklamowymi w Polsce i za granicą.
Jego prace nagradzane byty wielokrotnie w Polsce i w świecie. Z wykształcenia architekt-planista, absolwent Politechniki Wrocławskiej, a także instruktor narciarstwa, urodzony w Wałbrzychu, żyje w międzykontynentalnym rozkroku i jednocześnie stara się mieszkać z rodziną w górach.
Paweł Młodkowski
Słynna fotografia „Blue Marble” wykonana z perspektywy kosmosu w roku 1972 ukazuje Ziemię w niezwykłym bogactwie kolorystycznym. Postrzępione białe półprzezroczyste płaty chmur, śnieżna biel grenlandzkiego lodu, głęboka zieleń tropikalnych lasów, turkus oceanu i piaskowy kolor Sahary kontrastują z monochromatycznymi obrazami innych ciał Układu Słonecznego. Przyczyną tej odmienności ,,oblicza” Ziemi jest woda, której występowanie w różnorodnych formach decyduje o wyjątkowości i unikatowości naszej planety. Ziemia jest, bowiem jedynym znanym nauce ciałem niebieskim, na którym woda występuje powszechnie i jednocześnie w trzech różnych stanach skupienia.
Dla przyrodnika woda to wciąż intrygujący fenomen przyrody. Jednak poszukiwanie naukowych uogólnień, przyglądanie się dynamice procesów i zjawisk zamyka niekiedy oczy badacza na stany chwilowe, ulotne, symboliczne, niosące ładunek emocjonalny. Gra kolorów, światłocieni, nieostrość granic, chociaż są istotą widzialnego świata stanowią niemałą trudność dla poszukiwacza uniwersalnych ścisłych formuł, klasyfikującego, kwantyfikującego..... Dlatego spojrzenie na świat oczami artysty, z dystansu, pokazanie nieoczywistości tego, co empiryczne stanowi nie tylko źródło refleksji nad pięknem otaczającego nas świata, ale jest też niezmiernie inspirujące poznawczo.
Tekst: prof. dr hab. Michał Woszczyk
Zrobienie zdjęcia jest ostatnim etapem doświadczenia. W moim przypadku jest to doświadczenie przestrzeni – zachwyt, lęk, pewność i wątpliwości, zimno, gorąco, turbulencje… - całe spektrum doznań, które towarzyszą mi przed, w trakcie i podczas lotu. Odkrywam leżące na ziemi obrazy, jestem tam, w powietrzu, w bezpośrednim kontakcie ze światem, który fotografuję. Widzę go i czuję doświadczam. Bardzo często, kończąc lot, wznoszę się wysoko, wyłączam silnik i w ciszy, skażonej jedynie szumem wiatru, niechętnie poddaję się grawitacji, wracam na ziemię.
Zima, taka prawdziwa, ze śniegiem mrozem, nadaje ziemi pewnej surowości. Ogranicza kolory, upraszcza formy, wygładza faktury. W tym czasie na taflach zamarzających jezior pojawiają się obrazy. Są tam przez chwilę: miesiąc, tydzień, czasami zaledwie kilka dni. Znikają bezpowrotnie wraz z nadejściem dodatnich temperatur. W kolejnych latach, w tych samych miejscach, natura opowiada zupełnie inne historie.
Paweł Młodkowski, urodzony w 1975 r. fotograf, grafik, pilot paralotni.
Od 2005 r. w ramach autorskich projektów, fotografuje z lotu ptaka te fragmenty krajobrazu, które wyróżnia szczególna estetyka, harmonia lub ciekawa gra skojarzeń. Zrealizował kilka cykli fotograficznych: Pola z duszą, Estetyka destrukcji, Subtelności, Dachy, Zima. Większość z nich ma charakter otwarty, czasami przenikają się wzajemnie w bardzo umowny sposób klasyfikując fotografie. Ostatnio ze szczególnym zainteresowaniem przygląda się wodzie, która w istotny sposób kształtuje krajobraz będąc jednocześnie jego ważnym elementem.
Wielokrotnie nagradzany i wyróżniany, między innymi w konkursach: National Geographic Polska, Sony World Photography Awards, International Photography Awards, Pilsner Urquell International Photography Awards, Prix de la Photographie, Moscow International Foto Awards, Tokyo International Foto Awards.
Jak dotąd nie fotografował przy użyciu drona.
Mikołaj Nowacki
Odra jest dla mnie synonimem wolności. Jako dziecko chodziłem nad nią prawie codziennie. Sam albo z przyjacielem uciekałem od miejskiego zgiełku do przyrody. Miałem szczęście, że mieszkałem wtedy na samym skraju Wrocławia. Dziesięć minut na piechotę od mojego domu znajdowała się Wyspa Opatowicka – piękna i dzika, ze starorzeczem, z grubymi, starymi drzewami i mnóstwem zwalonych, próchniejących pni. Ten las wyglądał jak pierwotna puszcza. To było moje ukochane miejsce.
Odrę pamiętam z wczesnego dzieciństwa jako miejsce wspaniałej zabawy. Na Wyspę Opatowicką przechodziło się wtedy przez stary, nieistniejący już jaz, którym biegły tory kolejki wąskotorowej. Stały tam porzucone wagoniki. Razem z tatą wsiadaliśmy do nich i zjeżdżaliśmy z wału aż nad samą rzekę
Często bawiłem się w pobliżu Jazu Bartoszowickiego. Niestety w upalne lata woda nie nadawała się do kąpieli ze względu na silne zanieczyszczenie. Dziś jej stan na szczęście bardzo się poprawił.
Jako nastolatek należałem do wodnej drużyny harcerskiej i bardzo lubiłem pływać żaglówkami po Odrze. Gdy miałem dosyć szkolnego terroru, uciekałem z lekcji nad rzekę. Brałem rower i jechałem wiele kilometrów za miasto wzdłuż brzegu, upajając się wolnością i widokiem dzikiej odrzańskiej przyrody. Interesowałem się ornitologią i cały czas rozglądałem się za rzadkimi gatunkami ptaków. W szkole średniej zafascynowany filozofią Wschodu często chodziłem nad rzekę sam. Siadałem na Jazie Bartoszowickim lub Opatowickim i wyciszałem się, wpatrując się w skłębiony nurt. Grzmot wody spadającej z progu działał kojąco. Ten dźwięk słyszałem także przez otwarte okno w letnie wieczory, kiedy zasypiałem. Był najlepszą kołysanką.
W tamtym czasie – była to potowa lat 80. – transport rzeczny kwitł. Mijały mnie pchacze z barkami transportującymi węgiel i piasek w dół rzeki, a także puste statki, wracające w górę. Uwielbiałem ich widok. Gdy jechałem za miasto często musiałem czekać przy otwartej Śluzie Bartoszowickiej, aż przepłynie barka wyładowana węglem. Zawsze miałem ogromną ochotę wskoczyć na nią i popłynąć w nieznane. Dziś z powodu długotrwałego i głębokiego kryzysu w transporcie rzecznym widok pchaczy z barkami stał się rzadkością.
W czasie studiów umawiałem się na randki nad Odrą.
Podczas wielkiej powodzi w 1997 roku brałem udział w pospolitym ruszeniu. Do upadłego nosiłem worki z piaskiem, aby podwyższyć wały przeciwpowodziowe i uchronić swoją dzielnicę przed zalaniem. Wbrew przepowiedniom pesymistów udało nam się wtedy wygrać z rzeką i uratować wrocławski Biskupin i Sępolno. Wtedy jeszcze nie fotografowałem, niestety. Wszystkie obrazy z powodzi tysiąclecia utrwaliły się tylko w mojej pamięci. Ale to nie po tych wydarzeniach zainteresowałem się fotografią. Zająłem się nią dopiero kilka lat później i z czasem całkowicie poświęciłem się jej zawodowo.
Projekt fotograficzny o Odrze, który realizowałem od 2008 r. do dziś, był naturalną kontynuacją mojej potrzeby przebywania nad rzeką. Zapragnąłem z aparatem przy oku dowiedzieć się, co łączy ludzi z Odrą i jak silne są to więzi. W czasie pięciu lat pracy nad projektem uświadomiłem sobie, że dla osób mieszkających w pobliżu rzeki jest to związek nierozerwalny.
Teraz jeszcze bardziej niż kiedyś marzę o tym, aby wody Odry były przejrzyste. Żeby rozwój gospodarczy nadodrzańskich regionów nie zniszczył dzikiej nadrzecznej przyrody, najbardziej narażonej na ekspansję człowieka. Abyśmy wskutek nierozważnych działań nie utracili jej bezpowrotnie.
Mikołaj Nowacki, urodzony w 1972 r. ukończył Uniwersytet Wrocławski gdzie w 1997 r. otrzymał dyplom magistra prawa. Ukończył również studia doktoranckie z prawa międzynarodowego. Doktorat z prawa kosmicznego porzucił jednak aby móc skupić się na swojej największej pasji – fotografii.
W 2013 r. ukończył prestiżowy dwuletni program mentorski w amerykańskiej agencji VII Photo – VII Mentor Program. Od roku 2015 fotograf National Geographic Polska oraz ambasador marki LUMIX.
Miał wystawy solowe w wielu krajach świata, m.in. w Nowym Jorku w VII Gallery, dwa razy wystawy w Chinach na festiwalach fotograficznych i na Litwie podczas Kaunas Photo Festival. Swoje zdjęcia publikował w licznych gazetach i magazynach m.in. w „The New York Times”, „The Sunday Times Magazine”, „Stern”, „Der Spiegel”, „Neue Zürcher Zeitung”, „Le Monde”. Nowacki jest laureatem licznych konkursów fotograficznych w Polsce i za granicą, m.in. Out-door Photographer of The Year, Grand Press Photo, BZWBK Press Foto, NPPA Best of Photojournalism, Prix de la Photographie Paris Px3.
Marcin Zaborowski
Rohingjowie to muzułmańska mniejszość etniczna. Zamieszkują birmański stan Arakan (Rakhine), położony na zachodzie kraju i graniczący z Bangladeszem. Ustępują liczebnie buddyjskim Arakańczykom, z którymi od kilku dekad pozostają we wrogich stosunkach.
Na mocy przyjętej w 1982 roku ustawy o narodowościach, rząd Birmy oficjalnie nie uznaje Rohingjów za odrębną grupę. Stanowisko to podparł budzący kontrowersje i wątpliwy metodologicznie oficjalny spis 135 ,,narodów” Birmy, który ostatecznie wykluczył Rohingjów ze społeczeństwa. Jako nieuznana grupa etniczna są traktowani przez rząd birmański jak nielegalni imigranci, a w konsekwencji na ziemi, którą zamieszkują od pokoleń, pozostają bezpaństwowcami.
Prześladowania Rohingjów mają charakter systemowy, zaś ostatni exodus (2017 rok), w którym 800 tysięcy Rohingjów uciekło z Birmy do Bangladeszu, jest powracającym akordem w toczącym się od czterech dekad dramacie.
Przez lata, tysiące uchodźców Rohingja przekraczają rzekę Naf oraz wody Zatoki Bengalskiej by zachować życie. Tam woda ma wiele twarzy. Na mapie to tylko naturalna granica pomiędzy Birmą a Bangladeszem. W obliczu zagrożenia, staje się granicą pomiędzy życiem a śmiercią. Podczas lat wegetacji w Bangladeszu, woda jest źródłem pożywienia.
Wystawa jest częścią projektu dokumentalnego ,,Rohingyas. A life of Burma's Muslims”, który autor rozpoczął w 2013 roku. Projekt jest zapisem historii bohaterów i losów prześladowanej społeczności Rohingja, w okrutny sposób wykluczonych ze społeczeństwa.
Marcin Zaborowski, urodzony w 1978 r. fotograf dokumentalny, współpracujący od 2009 roku z magazynem National Geographic Polska. Jego prace publikowane były w „EI Pais”, „The Guardian”, „AZ Zeitung”, „Deutsche Welle”, „Focus”, „National Geographic Polska”, „Aleteia”, „Halewijn”, „Magazyn Pismo”, „doc!photomagazine” oraz na festiwalach w Kambodży (Angkor Photo Festival& Workshops) i Rumunii (Transylvania Photo Festival). Na antenie Polskiego Radia Szczecin relacjonował podróż do Tybetu oraz Indii, gdzie fotografował XIV Dalajlamę. Absolwent programu mentorskiego Sputnik Photos.
Marcin jest laureatem Grand Press Photo (2014, 2018), od lat wyróżniany jest także za granicą, m.in. w International Photography Awards (2014-2017), Moscow International Foto Awards (2014-2018), Siena International Photography Awards (2018), Prix de la Photographie Paris (2018). Autor indywidualnych wystaw fotograficznych ,The Monk”, „Tibet”, „The Unregistered” i „Newcomers”.
Galeria Służewskiego Domu Kultury „Przy Kozach” (foyer) / wstęp wolny
Kuratorka wystawy: Joanna Kinowska / Służewski Dom Kultury